Rozmowy przy stole <br />z Anią (Studio Kuchnia)

Anna – miłośniczka dobrego jedzenia, żona i matka, z duszą artystki i ogromnym sercem.  Urodzona w Krakowie, wychowana w Budapeszcie, zamieszkała w Belgii. Swoje kuchenne podboje zaczynała jeszcze jako studentka. Pracowała wtedy na zmywaku, ale to właśnie dzięki tej pracy miała okazję poczuć atmosferę jaka panuje w kuchni. Jak sama przyznaje „to była ciężka praca ale z jakiegoś powodu także fascynująca. To niesamowite zobaczyć jak kuchnia zaczyna żyć, wypełnia się ludźmi, którzy krzyczą i biegają, śmieją się, a czasem nawet płaczą i przede wszystkim dzielą tę samą pasję”. Od tego momentu powoli wszystko stawało się jasne – nadchodził czas by zamienić zmywak na nóż! Ania poznała swojego męża Torstena, z którym spełniła jedno ze swych marzeń i otworzyła restaurację. Aktualnie prowadzi wyjątkowo apetycznego bloga „Studio Kuchnia”, spędza leniwe soboty z mężem i synem smażąc naleśniki i pisze dla Kukbuka.   

 

anna-chwistek-2Kraków, Budapeszt, Belgia… Czujesz się jeszcze Polką?

Tak, oczywiście! Wzięłam z Polski kulturę, wszystkie zwyczaje. Powiem nawet więcej – wyjechałam z Polski mając 13 lat, a nadal czuję się tutaj nieco inna, zachowuję się i myślę inaczej – jakoś tak bardziej po polsku. Dużo czytam gazet i książek, staram się pielęgnować w sobie polskość. Z resztą bloga początkowo też zaczęłam pisać po polsku, żeby utrzymywać kontakt z polakami. Teraz został już przetłumaczony na angielski, ale to tylko dlatego, że dostawałam maile z całego świata, z Australii, Ameryki, z prośbą o przetłumaczenie. Samą mnie to zdziwiło, że blog dociera do tak odległych zakątków świata. Zrozumiałam, że wersja angielskojęzyczna musi się pojawić. Z czasem pojawiły się też przepisy po niderlandzku, tego domagali się z kolei moi znajomi, którzy chcieli gotować razem ze mną.

Wyjechałaś mając 13 lat? To bardzo wcześnie…

Nie miałam wyboru. Rodzice wyjechali za granicę do pracy i oczywiście nie mogli zostawić mnie samej, także musiałam wyjechać z nimi.

Tęskniłaś za Polską?

Tak, to było straszne przeżycie dla mnie. Musiałam zostawić wszystkich przyjaciół, rodzinę i zacząć wszystko od nowa. Zacząć nową szkołę, z nowymi ludźmi… Bardzo przeżyłam to jako dziecko.to-ja-zdjecie

Co najbardziej pamiętasz z dzieciństwa? Smak, zapach, danie…

Podpłomyki dziadka… Zawsze mi je robił. To najbardziej z dzieciństwa mi w pamięci zostało. A… I polskie kiełbasy, które robiła babcia. Tutaj niestety nie ma takich rarytasów jak polskie kiełbaski. Pamiętam też zapach cukierni. Mieliśmy na rogu bloku cukiernię i zawsze gdy przechodziłam obok w drodze do szkoły to czułam piękny zapach drożdżówek i pączków.

A od czego zaczęła się Twoja przygoda z gotowaniem? Czy to było tak, że tęskniłaś za smakami młodości i próbowałaś je odtworzyć?

W sumie to zaczęło się od pracy w gastronomii, gdy byłam nastolatką. Pokochałam gotowanie przez atmosferę, która panowała w kuchni – to jest jak nałóg. Najpierw pracowałam dwa razy w miesiącu, ale z czasem tak pokochałam przebywanie w kuchni, że chciałam tam być częściej. Przychodziłam więc w piątek i wychodziłam w niedzielę. I tak co tydzień. Tak się zaczęło. Potem sama z mężem otworzyłam restaurację. To właśnie jest to co chcę robić. Karmić innych ludzi.

Otworzyliście własną restaurację, która z tego co wiem już nie istnieje. Co się stało?

Chcieliśmy zmienić swoje życie. Praca w gastronomii to praca non-stop, 7 dni w tygodniu, 16 godzin w ciągu doby. Byliśmy już zmęczeni. Z restauracją powiedzieliśmy sobie “stop”,  ale za to otworzyłam z koleżanką food truck’a, który działa tylko w lecie – od czerwca do września. Typowy, letni food truck ze zdrową żywnością. Serwujemy dania z komosą ryżową, dużo sałatek, dużo warzyw i owoców.

A czego nauczyło Cię to doświadczenie z posiadaniem własnej restauracji?

Samodyscypliny. Czuję to nawet teraz gdy gotuję w domu, albo gdy przygotowuję przyjęcia dla znajomych. Nauczyłam się też nowych smaków. Pracując w restauracji myślisz o jedzeniu codziennie. Musisz ciągle próbować nowych smaków, tworzyć nowe dania.

A skąd czerpiesz inspirację do gotowania?

Z życia codziennego. Z głodu! Chodzę po sklepie, widzę jarmuż i już wiem, że mam na niego ochotę. Potem tylko dobieram kolejne, pasujące do niego składniki i tak powstaje nowe danie.

anna-chwistekCzyli jesteś samoukiem?

Tak. Bardzo lubię eksperymentować.

A fotografii… Uczyłaś się gdzieś?

W sumie to nie. Wyszło tak trochę przypadkiem. W restauracji pracowałam razem z mężem. Jak robiliśmy nowe dania to zawsze je fotografowaliśmy by każdy z nas wiedział jak to danie ma wyglądać, albo jako wskazówka dla personelu. Mój mąż bardzo interesuje się fotografią, więc to on nauczył mnie jak pracować ze światłem i jak prawidłowo ustawić aparat. W dalszym ciągu korzystam ze wskazówek męża. Jesteśmy zgranym duetem. Uważam, że mój mąż potrafi uchwycić piękno moich dań.

Masz jakieś danie z historią?

Nie przypominam sobie, żeby za jakimś moim daniem stała ciekawa historia. Bardzo często się inspiruję jedząc na mieście. Ostatnio jadłam makaron ryżowy z łososiem i pysznym sosem czosnkowo-imbirowym z sezamem. Było pyszne! Musiałam zrobić to potem w domu.

Przepis na to cudo można znaleźć u Ciebie na blogu?

Sos użyłam w przepisie dla Was! [przyp. red. przepis gościnny Anny pojawi się u nas we wtorek].

Masz swoją ulubioną restaurację?

Tak!  U nas w Antwerpii, restauracja nazywa się La Campine, mają tam znakomitą kucharkę Rosie, która gotuje naprawdę od serca, a takie jedzenie najlepiej smakuje. Wszystko jest świeże, domowo robione, a menu jest sezonowe – zmieniane co 2 tygodnie. Atmosfera jest też cudowna, bardzo na luzie. Rosie przychodzi do gości, siada z nimi przy stole, rozmawia z nimi. Wspaniałe miejsce!

A jakie dania najbardziej tam lubisz jadać?

Chyba najbardziej teraz przychodzi mi do głowy jej burger: jagnięcy z sosem curry, w domowej, pysznej bułce. Jest najlepszy! Dużo zieleniny, a ten sos… Jest po prostu nieziemski. Ma też herbatę imbirową, którą sama robi, jest przepyszna. W sumie, nie jest to tak zupełnie herbata, a raczej napar, ale jest cudowny – ze świeżą miętą i cytryną.

Za co lubisz Belgię?

Za multikulturowy styl życia. Gdy tu przyjechałam znałam tylko bigos, pierogi i nasze tradycyjne dania, a tutaj poznałam całkiem inną kuchnię, którą pokochałam. Przez to bardzo lubię kuchnię fusion, lubię mieszać ze sobą różne smaki i inspiracje. Z resztą nie tylko kuchnię tutaj lubię, ale także ludzi, ich alternatywny styl. Scena muzyczna jest też bardziej zróżnicowana niż w Polsce. Uwielbiam Antwerpię, jest tam piękny rynek, tak samo moda, jest cudowna. Uwielbiam odkrywać nowe trendy zarówno w Antwerpii jak i Gent. Przez to, że Belgia jest malutka, bardzo szybko można wszędzie dojechać. Do Paryża mam na przykład 3 godziny, do Amsterdamu 2 godziny – także, czasem robimy sobie jednodniowe wycieczki – wsiadamy do samochodu, jedziemy, zwiedzamy, jemy i wracamy.

Tradycyjne jedzenie Belgijskie?

Wiadomo, frytki belgijskie! Ale też czekolada. W Gent można spróbować wspaniałej czekolady. To są wręcz czekoladowe dzieła sztuki, które przy okazji są pyszne. Oprócz tego w Belgii bardzo popularny jest mięsny sos stoofvlees, który się tutaj je z frytkami… jest to taki gulasz, potrawka mięsna. Są też mule, których w sumie tutaj nauczyłam się jeść, tutaj je polubiłam. No i jeszcze sery i piwo, którego w Belgii jest 150 gatunków. Jest z czego wybierać.

Na swoim blogu piszesz, że dzięki Twojej restauracji poznałaś wielu belgijskich artystów, miałaś okazję z nimi rozmawiać o jedzeniu i muzyce. Uważasz się za artystkę? W końcu tworzenie przepisów, pięknych zdjęć to też sztuka.

Nie, w ogóle się tak nie postrzegam. Gotowanie to dla mnie bardzo codzienna sprawa. Gotowanie dla artystów sprawiało mi ogromną radość, szczególnie, że przyjeżdżali oni z całego świata. Karmić ich, rozmawiać, to ogromna przyjemność.

Jedzenie łączy ludzi…

Niewątpliwie. Na pewno jest to sposób na rozpoczęcie rozmowy, szczególnie jeśli jedzenie, które podajesz swoim gościom smakuje. Człowiek jest najedzony, szczęśliwy, cały wieczór jeszcze przed nim, często jakiś koncert. Gdy dobrze nakarmisz swojego gościa on wraca. Nasi goście wpadali też po koncercie, rozmawiali z nami przy barze, zupełnie na luzie.


Czekoladowa-Pavlova-z-Kremem-Maslankowym-1
Dorsz-Zapiekany-z-Szparagami-i-Wasabi-1
Ryz-ze-szpinakiem-i-kimchi-1
Studio-Kuchnia-Chleb-z-pieczarkami-i-orzechami-0
Po przepisy na pyszne dania zapraszamy na bloga: http://www.studiokuchnia.pl/
 

Poznałaś jakiś polskich artystów u siebie w restauracji?

Myslovitz!

Zdziwili się, że jesteś polką?

[śmiech] Tak, bardzo!!

Największy hit w Twojej restauracji?

Wszyscy bardzo lubili makaron, niestety [śmiech]. U mnie był to makaron własnej produkcji z warzywami i z czerwonym pesto z suszonych pomidorów. To chyba był największy hit. Proste, ale jednak wszystkim najbardziej smakowało.

Gdzie najchętniej spędzasz sobotni poranek?

Teraz to u mnie w domu, z synem. Ma 3 lata, ale nauczył się już rozbijać jajka, więc robimy razem naleśniki! Kiedyś bardzo dużo pracowałam, więc teraz doceniam każdą chwilę w domowym zaciszu, z moimi mężczyznami: mężem i synem. My w trójkę i to wystarczy.

Rośnie Wam mały kucharz?

Tak! Mały bardzo lubi pomagać w kuchni, bardzo!

studio-kuchnia_kukbukW zeszłym roku udało Ci się nawiązać współpracę z Kukbukiem, który jest, moim zdaniem, jednym z najbardziej apetycznych czasopism w Polsce. To marzenie prawie każdego blogera, z którym przyszło mi do tej pory rozmawiać (w tym mnie!). Czy czujesz, że osiągnęłaś sukces? Czy może to dopiero początek Twojej drogi?

Trudno powiedzieć. Po prostu robię to co lubię. Lubię gotować, lubię jeść, sprawia mi to wielką przyjemność jak dostaję pozytywne komentarze na blogu. Nie spodziewałam się, na początku gdy zakładałam bloga, że ktokolwiek w ogóle będzie na niego wchodził i będzie korzystał z moich przepisów! Kukbuk dał mi szansę i jestem bardzo wdzięczna, że we mnie wierzą.

To może jakaś mała wskazówka dla naszych blogerów? Jak można zostać zauważonym przez Kukbuka?

Pewnie są różne sposoby, ale ja wzięłam udział w konkursie na Targ Smaku i tam zostałam zauważona. Dostałam od nich bardzo pozytywnego maila, byli bardzo pozytywnie zaskoczeni i dostałam zapytana czy chciałabym dla nich pisać. No i tak to się zaczęło.

A ile czasu zajmuje Ci zrobienie jednego przepisu?

To zależy. Najpierw robię danie sama, zapisuję sobie wszystkie proporcje, potem ponownie przygotowuję danie i robimy zdjęcia. Ja jeszcze oprócz tego normalnie pracuję, więc zdjęcia na bloga robimy z mężem głównie w weekendy, a wieczorami zazwyczaj spisuję wszystkie przepisy.

Wyobraź sobie, że dostajesz pudełko. Otwierasz, a w nim: łosoś, gruszka, awokado, czekolada i czerwony pieprz. Co byś z tego przygotowała?

Hmmm…. Z łososia i gruszki zrobiłabym carpaccio, a z awokado i czekolady mus czekoladowy.

Twój kulinarny guru?

Lubię ludzi, którzy są uparci, którzy robią to co sobie wymarzą. Bardzo podziwiam dwóch szefów kuchni: pierwszy to szwedzki chef Magnus Nilsson, a drugi to Sergio Herman. Magnus otworzył restaurację Fäviken w miejscu, do którego, żeby się dostać trzeba lecieć samolotem, a potem jeszcze dwie godziny jechać samochodem. Wszyscy pukali się w głowę i mówili, że ta knajpa nie ma racji bytu. Nie ma tam nawet świeżych produktów więc ma on własny ogród, krowy, wszystko musi robić sam. Są tam straszne zimy, więc nie ma w ogóle świeżych warzyw w zimie, dlatego wszystko zamyka w słoikach w sezonie letnim. Gotuje bardzo tradycyjnie, ale równocześnie zgodnie z trendami. Jego restauracja jest teraz na 25 miejscu na liście najlepszych restauracji na świecie. Ogromnie go szanuję za ten upór, za to, że potrafił dopiąć swego. Ten drugi, Sergio, jest typem rockendrolowca, zarówno w życiu, sposobie bycia, jak i w kuchni. To jak i jakie łączy ze sobą smaki, jak przygotowuje jedzenie…To mi się bardzo podoba. Najpierw miał restaurację w Holandii, dwa lata temu otworzył restaurację w Antwerpii, The Jane. W tym czasie zdobył dwie gwiazdki Michelin i jest to chyba najbardziej ‘trendy’ restauracja tutaj w Belgii. I wcale się nie dziwię, bo wszystko jest tam piękne. Sergio wszystko robi sam, także architekturą zajął się samodzielnie… Restauracja znajduje się w starym kościele, który został przebudowany na restaurację. To jak to miejsce wygląda jest dużą zasługą Sergio. Bardzo lubię takie podejście – dążyć do celu, iść do przodu i działać zgodnie ze swoimi marzeniami i intuicją.

Ty też taka jesteś?

Próbuję [śmiech].

Kruche-ciasteczka-z-suszonymi-owocami-1Gdybyś wygrała milion złotych, na co byś je przeznaczyła?

Zabrałabym wszystkich moich przyjaciół i rodzinę do restauracji Magnus Nilsson’a, albo do Noma.

Jesteś bardzo rodzinna osobą?

Lubię po prostu, gdy wszyscy są zadowoleni, to jest najważniejsze. Szczęśliwi ludzie.

Jak wygląda Twój przykładowy jadłospis?

Rano zazwyczaj jem muesli z owocami, wieczorem różnie… Makaron, coś z kaszą, sałatki i dużo warzyw.

Masz swoje rytuały?

W tygodniu raczej nie mam na to czasu, ale w weekend staram się usiąść z kawą, poczytać książkę i cieszyć się chwilą.

Jutro sobota, przygotujesz naleśniki z synem?

Na jutro mam trochę inne plany – wafle! Ja lubię takie wytrawne, z jajkiem, a syn pewnie zje posypane cukrem pudrem.

Mam nadzieje, że będzie smacznie! Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję!

Rozmawiała: Wiktoria Przybylska

Zdjęcia: Studio Kuchnia